Niniejsza, krótka publikacja dotyczy tak szumnie omawianego podatku u źródła (art 21 i n. ustawy o CIT, art. 29 i n. ustawy o PIT) przy czym zacznę z innej perspektywy. Dotychczasowo podatek ten prezentowany jest przede wszystkim w kontekście znaczącego obciążenia przedsiębiorców, w tym poszerzonej ich dodatkowej odpowiedzialności karno-skarbowej i chaosu legislacyjnego. Teza którą stawiam brzmi jednak : tzw. podatek u źródła i zmiany w nim od 01.01.2019 r. w rzeczywistości dotyczą jedynie sposobu poboru i zwrotu podatku, który finalnie nie stanowi w większości wypadków dodatkowego obciążenia, a uczciwi przedsiębiorcy, którzy dochowują staranności na zwyczajnym poziomie, nie mają się czego obawiać.

 

Taka teza jest uprawniona z powodu tego, że podatek ten nie tylko jest ograniczony do kategoria wypłat wskazanych w ustawie (przede wszystkim należności licencyjne, odsetki, usługi niematerialne), więc nie dotyczy bezwzględnie każdej wypłaty ale co najważniejsze, nawet w wypadku jego poboru, gdy należycie wykażemy, mówiąc oględnie, że odbiorca nie jest firmą krzakiem i w rzeczywistości nie transferuje swoich dochodów do rajów podatkowych, to pobrane kwoty podlegają zwrotowi.

 

Gdzie zatem problem? Przecież większość naszych kontrahentów, to przedsiębiorstwa z siedzibą w EU, a w każdym razie nie w rajach podatkowych. Zatem wypłata za licencję dla przykładowego koncernu prowadzącego Facebook’a, jest po prostu przetrzymana przez nasz urząd skarbowy i zwracana, jak tylko Facebook się po nią zgłosi. Chyba nikt uczciwy zatem nie traci – a dodatkowo nasze państwo upewnia się, że pieniądze z Polski nie wędrują do spowitych tajemniczą aurą defraudacji kieszeni rezydentów państw stosujących szkodliwą konkurencję podatkową.

 

Problem  w praktyce jest jednak ogromny.

 

Po pierwsze – jak zakwalifikować naszą wypłatę przy niedookreślonym i otwartym katalogu świadczeń podlegających pod regulacje? Dlaczego przetrzymywanie danych w chmurze, która to ze swojej natury jest systemem przetwarzania danych, nie podlega podatkowi u źródła, dopóki chmura ta nie daje poszerzonej możliwości o funkcje matematyczne – czyli np. twórca chmury doda funkcję kalkulatora? (por. interpretację Izby Skarbowej w Warszawie z 1 marca 2013 r., IPPB5/423-1258/12-2/MW i interpretację Izby Skarbowej w Warszawie z 30 października 2014 r., IPPB5/423-780/14-2/PS). Pośrednictwo handlowe nie jest objęte podatkiem, dopóty dopóki agent nie będzie zbyt aktywnie reklamował produktu, bo przecież usługi reklamowe jak najbardziej powinny spotkać się z poborem podatku. Przykładów można mnożyć ale pewne jest, że w precyzyjne ustalenia zakresu świadczeń objętych podatkiem to co najmniej kilkanaście/dziesiąt godzin pracy profesjonalisty, którego stawka za godzinę jest co najmniej trzycyfrowa. A gwarancji przecież przedsiębiorca raczej nie uzyska.

 

Po drugie, jak mam uzyskać od wspomnianego Facebooka nie tylko oryginał certyfikatu ale też potwierdzenie czy jego siedziba nie jest fikcyjna, czy ma pracowników, a co najważniejsze kto jest beneficjentem rzeczywistym jego dochodów i w jakiej rezydencji się znajduje. Gdy chodzi o ustalenie reżimu podatkowego dla spółki kapitałowej – być może nie jest to trudne, gdy jednak mamy spółkę osobową albo okaże się, że spółka jest pośrednikiem dla spółki osobowej lub innych podmiotów, to nawet wujek Google i uprzejme prośby na mailem mogą nie pomóc.

 

Po trzecie ustawy podatkowe kiedyś miały być jednoznaczne i precyzyjne. Teraz wymaga się od przedsiębiorcy należytej staranności. Czyli oceniającym będzie urzędnik i dopiero wtedy dowiemy się czy w danej sytuacji, dane działania było wystarczające, czy nie.

 

Po czwarte – jak przekonać naszego kontrahenta, że mimo, iż płaci podatki np. w Wielkiej Brytanii, która daleko ma do raju podatkowego, to 20% jego pieniędzy musi zostać na trochę w Polsce. Technik jest wiele – negocjacje, ubruttowienie, wklejanie zapisów ustawy w każdej wiadomości i przepraszanie, że to nie nasza wina czy niedopatrzenie, tylko tak być musi. Zresztą WHT pojawi się i w Wielkiej Brytanii, ponieważ jest w Unii Europejskiej.. .A nie, być może się jednak nie pojawi – zobaczymy. Ale skutek jest jeden – osłabnie i tak nie najmocniejszej pozycji polskich przedsiębiorców. Tu na marginesie pozycji polskich przedsiębiorców dodam, że ci którzy podeszli do sprawy profesjonalnie i zawczasu uprzedzili zagranicznych partnerów o obowiązku od 01.02.2019 r., a potem od końca czerwca 2019 r. nie wyglądają zbyt profesjonalnie wysyłając potem tłumaczenia, że jednak nie, bo ustawodawca odroczył sprawę na pół roku i to dosłownie dzień przed terminem wejścia zwiększonego obowiązku po przekroczeniu progu 2 mln zł. I tak sytuacja powtórzyła się dwa razy – oby i 01.01.2020 nie okazał się graniczny.

 

Po piąte… Nie ma już piątego punktu, ponieważ wydaje mi się, że wystarczająco naświetlony został problem podatku u źródła z perspektywy przedsiębiorcy. Nie twierdzę, że problemów nie ma więcej, jednak te zasadnicze sprawiają, że mimo szczerych chęci, nie można traktować nowych, zwiększonych obowiązków inaczej niż kolejną i do tego drastyczną ingerencję w prowadzenie działalności w zakresie wymiany zagranicznej. Z pewnością większość przedsiębiorstw sobie z tym poradzi, zwiększając jedynie swoje koszty i przerzucając je, jak zawsze, na odbiorcę końcowego ich produktów i usług. Jednak wielu przedsiębiorców potknie się o te kłodę czy to przez błędną kwalifikację swojej usługi, czy przez utratę kontrahenta, który nie zgodzi się na pozostawienie jego dochodu do tymczasowego nawet opodatkowania w Polsce. Być może wybierze Czechy.